Służby Ochrony Kolei

Czytasz odpowiedzi znalezione dla słów: Służby Ochrony Kolei





Temat: wybiórcza o szynokradach
Mój komentarz: jak się likwiduje przewozy towarowe, to niestety, tak
właśnie jest. Jak zwykle też ratunkiem okazują się szynobusy. To ja
poproszę takie zabezpieczenia na Strzegom - Marciszów - Złotoryja,
Legnica - Chocianów - Niegosławice - Kożuchów - Nowa Sól, Złotoryja -
Lwówek Śl, Bytów - Korzybie i wiele wiele innych...

Pozdrawiam
Alek 'Zebra (Loca)' Kurstak
Polska dla rowerów i pociągów!

Wpierw "usunto-" pamietaj wyrzucic... A potem:
olek[at]rower[dot]com.

Bitwa o szyny, czyli jak znikają tory

 Leszek Kostrzewski  11-02-2004, ostatnia aktualizacja 11-02-2004
18:30

Już kilkadziesiąt kilometrów nieczynnych torów kolejowych rozkręcili
złodzieje w Polsce. Najwięcej w Lubuskiem. - Boimy się, że niedługo
zaczną nam znikać szyny, po których kursują pociągi - przyznają
kolejarze

Złodzieje torów to prawdziwa plaga. Nie ma tygodnia, żebyśmy nie
złapali 6-7 osób. Ostatnio np. zatrzymaliśmy brygadę, która
wymontowała 300 m szyn - przyznaje Waldemar Osypiński, dyrektor PKP
Polskie Linie Klejowe SA zakład w Zielonej Górze. W dawnym
województwie zielonogórskim jest 500 km nieczynnych linii kolejowych.
Najwięcej kradzieży jest na trasach z Lubska do Żar, z Kożuchowa do
Nowej Soli, w Niegosławicach i okolicach Jasienia. Wczoraj udało się
zatrzymać trzyosobową szajkę złodziei szyn działającą w rejonie
Słońska i Krzeszyc.

W Lubuskiem zniknęło już ponad 20 km szyn.Tory znikają też w innych
województwach, np. śląskim (Tarnowskie Góry).

Ułożenie jednego kilometra linii kolejowej kosztuje 1 mln zł. Straty
są więc olbrzymie.

Policja i Służby Ochrony Kolei przyznają, że w Polsce powstały już
wyspecjalizowane gangi zajmujące się rozkręcaniem szyn. W Lubuskiem
tworzą je głównie osoby zarejestrowane w pośredniakach (jako
bezrobotne).

Rafał, 26-letni mieszkaniec Żar, przyznaje, że nie ma problemu z
odbiorcami szyn. Kupują je ludzie do stropów w domach lub jako słupki
ogrodzeniowe . - Jak dobrze pomalujesz, to nie widać, że to szyna -
opowiada mężczyzna.

Największymi odbiorcami rozkręcanych linii kolejowych są jednak skupy
złomów. - Oficjalnie nikt nie przyjmuje, bo to zakazane, ale jak się
ma kontakty, to nie ma problemu. Przynosi się pocięte brzeszczotem na
1-metrowe kawałki szyn, a właściciel skupów następnego dnia wywozi je
do hut - opowiada nam człowiek znający proceder.

12-metrowa szyna kolejowa waży tonę. Za kilogram złomu w skupie można
dostać 40 groszy. Na jednej szynie można więc zarobić 400 zł.

Rafał zapewnia, że ze sprzedaży torów żyje około stu jego znajomych.

Kolej na każdego złodzieja przyłapanego na gorącym uczynku donosi na
policję. - Później pracownicy kolei muszą w sądzie złożyć zeznania. To
zajmuje wiele czasu i już nie możemy się wyrobić od uczestniczenia w
tych rozprawach - skarży się dyrektor Osypiński. Jego zdaniem nawet
udowodnienie winy nic nie daje. Nawet jeśli sądy nakażą złodziejowi
pokrycie strat i zapłacenie grzywny, nikt tego nie robi. Wizyty
komornika są bezskuteczne. Złodzieje nie mają bowiem pracy i majątku.
Nie ma więc z czego ściągnąć zasądzonych pieniędzy.

Rozwiązaniem problemu według Osypińskiego może być tylko przejęcie i
zabezpieczenie nieczynnych linii kolejowych przez samorządy. Dyrektor
zapewnia, że dla kolei takie linie są nieużyteczne, a samorządy mogą
na nich uruchomić np. szynobusy. Problem w tym, że samorządy nie mają
pieniędzy.

- Boję się, że jeśli nic się nie zmieni, ludzie zaczną dobierać się do
torów, po których kursują pociągi. Wtedy będzie to zagrażać naszemu
bezpieczeństwu, może dojść do tragedii - mówi dyrektor PKL w Zielonej
Górze.

Wyjściem z sytuacji może być kupno szynobusów przez zarządy
województw.

Dwa tygodnie temu na konwencie marszałków województw w Zielonej Górze
wiceminister infrastruktury Maciej Leśny zapewnił, że rząd rozważa
kupno 40-50 szynobusów, które mają być rozdzielone między poszczególne
regiony.

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku





Temat: Dworzec Łódź Kaliska straszy
http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3049696.html

Nieczytelny plan miasta, zniszczone tablice informacyjne, bród, smród i
ciemności. Tak wita Łódź podróżnych, którzy wysiadają na dworcu Łódź Kaliska.
To zasługa i kolei, i miasta.

Której drogi by podróżny nie wybrał, zawsze czeka go niemiła niespodzianka.
Jeśli zdecyduje się wyjść z peronu na miasto przez główny budynek dworca
widzi upstrzone gołębimi odchodami ławki i bezdomnych. Nawet jeśli jest
głodny, dworcowy bar omija z daleka. Jeśli jednak zaryzykuje i zdecyduje się
coś zjeść, szybko ucieka. Bezdomni podchodzą i proszą albo żądają, by się z
nimi podzielić. Kiedy podróżny wyjdzie z budynku, po prawej stronie mija
tablicę ze zdjęciami Łodzi. Za dużo na niej nie zobaczy, bo większość z nich
jest zniszczonych. Po lewej stronie mija tablicę informacyjną. Jest na niej
plan miasta i schemat linii tramwajowych - niestety, od dawna nieczytelny.
Kiedy podróżny do niej podejdzie, wyraźnie zobaczy za to coś innego - tuż za
tablicą jest wnęka w murze zawalona śmieciami. Wydobywający się z niej zapach
nie pozwala nawet najbardziej ciekawskim na dłuższe obserwacje.

Podróżny może wybrać jeszcze inną drogę - zejść z peronu do przejścia
podziemnego, które wyprowadzi go "na miasto". Niestety i to wyjście nie jest
godne polecenia. Panują w nim egipskie ciemności, a po tablicach
informacyjnych pozostało wspomnienie. Z niewielu ocalonych fragmentów można
się dowiedzieć, że w Łodzi jest al. Unii i Teofilów, ale gdzie dokładnie -
już niestety nie. - Zawsze myślałem, że syf na dworcach bierze się z tego, że
są stare - mówi Darek, czytelnik "Gazety". - Jednak Dworzec Kaliski został
ukończony w połowie lat 90. Co sobie pomyśli podróżny, chcący obejrzeć plan
miasta, a przypadkiem, bo nie przeoczy tego widoku, zobaczy nieczystości i
poczuje zapach ekskrementów? Przecież można wnękę zamurować albo zamknąć ją w
inny sposób. Większość ludzi zapewne przyzwyczaiła się już do nie
działających drzwi automatycznych, rusztowania wewnątrz hali i wszechobecnych
kupek po ptaszkach. Czy Łódź musi być sprowadzona do kolejowego zaścianka?

Na dworcu jest nie tylko brudno, ale też niebezpiecznie. - Kiedy kończymy
pracę o godz. 22, boimy się wychodzić - mówi ekspedientka z dworcowego
kiosku. - Prosiliśmy o dodatkowe kontrole Służby Ochrony Kolei i o patrole
strażników miejskich. Efekt jest taki, że po każdej interwencji ochrona jest
wzmożona, ale po kilku dniach sytuacja wraca do normy.

Dworzec Łódź Kaliska od maja jest zarządzany przez spółkę Dworce Kolejowe,
która powstała po to, by przejąć dochodowe (czyli te, z których korzysta
najwięcej pasażerów) dworce w całej Polsce i poprawić ich standard. - Łódź
Kaliska rzeczywiście nie napawa dumą, to efekt wieloletnich zaniedbań -
przyznaje Danuta Małecka, z-ca dyr. oddziału Dworce Kolejowe. - Do końca
grudnia naprawimy instalację elektryczną i zwiększymy ilość punktów
świetlnych. Wzmocnimy też nadzór nad pracą firmy sprzątającej i
najprawdopodobniej wynajmiemy firmę ochroniarską. Mamy nadzieję, że te
działania poprawią wizerunek dworca.

Kaja się też Urząd Miasta Łodzi, który odpowiada za tablice informacyjne
stojące przed wejściem do budynku. - Tablice zostaną odnowione do końca
stycznia. Planujemy też umieszczenie dodatkowych plansz informacyjnych w
środku - zapewniła Justyna Jedlińska, z-ca dyr. wydziału promocji UMŁ.

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku





Temat: Koniec złudzeń: ciuchci nie będzie
http://www.glos-pomorza.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20050520/WYDARZ...
520002
Koniec złudzeń: ciuchci nie będzie
 Wójt Manowa Roman Kłosowski nie wierzy, że wąskotorówkę uda się
reaktywować. - Myślę już tylko o zrobieniu na nasypach kolejowych ścieżki
rowerowej - mówi spoglądając na to, co zostało po torowisku.
Fot. Radosław Koleśnik
Torów wąskotorówki z Koszalina do Rosnowa już nie ma, bo rozkradli je
złodzieje. Ale trzy gminy snują nadal ambitne plany o wskrzeszeniu dawnej
kolejki. Ustaliły nawet, że pojedzie ona 25 czerwca.

Kolejka wąskotorowa jeszcze kilka lat temu przemierzała trasę z Koszalina do
Rosnowa (gm. Manowo), a nawet docierała do Bobolic. Gdy próby przejęcia
szlaku wraz z infrastrukturą (dworce i tabor) podejmowane przez Towarzystwo
Miłośników Kolei Wąskotorowej spełzły na niczym, tory zaczęła porastać
trawa. Sytuację wykorzystali złodzieje, którzy rozkradli prawie 10
kilometrów szyn, na czym mogli zarobić nawet milion złotych! Łatwo to
policzyć: metr szyn waży około 90 kilogramów, a za złom stalowy płacą w
skupie złotówkę. W tej chwili na przejazdach widać już tylko kawałki stali.
Tymczasem władze Koszalina oraz gmin Bobolice i Świeszyno postanowiły
reaktywować wąskotorówkę. Ustaliły nawet, że pierwsza ciuchcia ruszy 25
czerwca na otwarcie sezonu letniego, tuż po podpisaniu przez gminy aktów
notarialnych o przejęciu od PKP kolejki wąskotorowej.
Według Romana Kłosowskiego, wójta gminy Manowo, na terenie której jeździła
kolejka, plany jej wskrzeszenia są już czczą gadaniną. - O jakiej
reaktywacji kolejki my mówimy? Z torów zostało może jeszcze kilkanaście
metrów - podkreśla.
Ale władze Koszalina - gorący zwolennicy odnowienia wąskotorówki - nie
rezygnują ze swoich planów, choć dobrze wiedzą, że torów już nie ma.
- Szyny to nic wielkiego. Pełno jest torowisk i łatwo je będzie uzupełnić.
Prawdziwym problemem jest dogadanie się z bonzami kolejowymi - uważa
wiceprezydent Koszalina Piotr Kroll. - Jeżeli do drugiej dekady czerwca nie
uda się zrealizować przejęcia kolejki, to jadę do Manowa i razem z wójtem
rozbieramy szyny, które zostały, a na nasypie robimy ścieżkę rowerową.
Dodaje jednak, że jest dobrej myśli i wierzy, że kolejka pojedzie.
Ireneusz Kilichowski, naczelnik wydziału do spraw współpracy z samorządami
terytorialnymi w szczecińskiej PKP, zapewnia, że przekazanie infrastruktury
kolejki wąskotorowej jest na ukończeniu. Zapewnił też, że w Dobrej
Nowogardzkiej stoją sprawne lokomotywki i wagony. Odmawia jednak odpowiedzi
na pytanie, ile samorządy zapłacą za przejęcie taboru. Przyznał natomiast,
że im szybciej to nastąpi, tym lepiej. - Nie jesteśmy w stanie upilnować
torów i obiektów przed złodziejami. Nie daje sobie rady z tym ani policja,
ani funkcjonariusze służby ochrony kolei. Przekażemy więc to, co zostało -
podsumował.

Nasz fotoreporter poszedł szlakiem dawnej koszalińskiej wąskotorówki.
Została po niej tylko ruina.

tyle kosztuje położenie torów
Jak ustaliliśmy w szczecińskiej PKP, koszt położenia jednego kilometra szyn,
to około 600-700 tysięcy złotych. Na 10-kilometrowym odcinku z Koszalina do
Rosnowa kosztowałoby to przynajmniej 7 milionów złotych!

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: Przestepcze klimaty z rzezni
Gazeta Morska 15 X:

Czy złodziejom w pociągu Kraków - Gdynia pomógł środek usypiający?

Złodzieje okradli pasażerów nocnego pociągu z Krakowa do Gdyni. Zdaniem
poszkodowanych musieli użyć środka usypiającego.

Jedną z ofiar złodziei była córka znanego gdańskiego sędziego, który
poinformował o tym "Gazetę". Dziewczyna wracała ze szkolnej wycieczki.
Złodzieje przeszukali dokładnie torby i plecaki. Nikt z pasażerów nie zauważył,
kiedy to się stało - wszyscy spali. Obudzili się z bólem głowy, czuli dziwny
zapach. Wśród poszkodowanych byli uczniowie (złodzieje skradli im trzy telefony
komórkowe) oraz pasażerka z tego samego wagonu, której torbę znaleziono w
toalecie (nie było m.in. telefonu komórkowego, kart kredytowych).

- Wydaje mi się niemożliwe, żeby można było okraść kilka kolejnych przedziałów
i nie obudzić któregoś z pasażerów - mówi sędzia. - Chyba dzieciaki mają rację,
że użyty został jakiś gaz usypiający. Zdaje się to potwierdzać ból głowy, który
odczuwało kilka osób.

Kradzież zgłoszono konduktorowi - odpowiedział, że to już nie pierwszy tego
typu przypadek i nie ma co liczyć na wykrycie sprawców. Wcześniej złodziei też
interesowały głównie telefony komórkowe.

Kradzież musiała nastąpić między Ciechanowem i Działdowem.

- To wiele tłumaczy - mówi insp. Bartosz Iwasieczko z oddziału okręgowego
Służby Ochrony Kolei w Gdańsku. - Dopiero w Działdowie wsiadają nasze patrole,
bo tam zaczyna się nasz okręg. Złodzieje o tym wiedzą i właśnie w Działdowie
wysiadają. To musiała zrobić warszawska grupa kieszonkowców, która jest
wyjątkowo bezczelna. Złodzieje są dobrze zorganizowani, robią co chcą. Po
obrobieniu pasażerów pociągu potrafią w szczerym polu pociągnąć za hamulec
bezpieczeństwa i przesiąść się do czekającego na nich w pobliżu samochodu.

Zdaniem inspektora Iwasieczki nocne pociągi Kraków - Trójmiasto - Koszalin i
Szczecin - Trójmiasto - Białystok należą do najbardziej zagrożonych w kraju.
Zdarzają się nawet przypadki pobicia pasażerów. 2 października br. w pobliżu
Olsztyna patrolowi SOK udało się schwytać dwóch sprawców rozboju. Po prostu
weszli do przedziału i - mimo że znajdował się tam jeszcze inny pasażer - bili
i ciągnęli na korytarz młodego chłopaka, którego chcieli okraść. SOK przekazała
ich policji - ale to udaje się rzadko, grasujących w pociągach przestępców
niezwykle trudno schwytać.

Najwyraźniej szwankuje współpraca pomiędzy obsługą pociągów i SOK. Zaalarmowany
o kradzieży konduktor najprawdopodobniej nikomu nie przekazał sprawy.
Informacji o takiej kradzieży nie miała ani gdańska SOK, ani warszawska.

- Użyli środka usypiającego? To byłaby zupełnie nowa metoda - mówi Andrzej
Popielski z komendy SOK w Warszawie. - Nie bardzo potrafię sobie to wyobrazić.
Może jest jakaś łatwo dostępna substancja, która tak działa. Teraz już chyba
wszystko jest możliwe.

Konduktor i kierownik pociągu mają obowiązek powiadomić o przestępstwie
najbliższy posterunek SOK - to przynajmniej daje cień szansy na złapanie
sprawców.

Pasażerowie nie mają co liczyć, że PKP zwróci im wartość utraconego mienia.

- To są sprawy oparte na kodeksie cywilnym i trudno takie roszczenie udowodnić
przed sądem - wyjaśnia Andrzej Popielski z warszawskiej SOK. - Każdy ma przy
sobie jakiś bagaż i praktycznie sam za niego odpowiada. Inaczej jest z
samolotami pasażerskimi. Bagaż przejmowany przez służby lotniskowe i jego
zaginięcie automatycznie wiąże się z odszkodowaniem.
W pociągach PKP należy więc polegać na sobie. Koniecznie wsiadać do przedziału,
w którym są osoby budzące zaufanie; starać się nie zasypiać; nie obnosić się z
biżuterią, drogim sprzętem elektronicznym; do dworcowej kasy podchodzić z
odliczonymi pieniędzmi (bywa, że złodzieje wybierają ofiary przy zakupie
biletów i idą za nimi do pociągu).

rod
14-10-2001 18:08

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: Węglowi królewicze to zwykli złodzieje
Węglowi królewicze to zwykli złodzieje

 Witold Gałązka (18-03-02 22:26)

Zorganizowane bandy napadają na pociągi między stacjami Zabrze Biskupice i
Zabrze Północ. Rzucają na tory drewniane kłody albo palą ogniska, żeby
wymusić na maszynistach zatrzymanie składów. Ich łupem padają setki ton
węgla. Nikt nie potrafi schwytać rabusiów.

Kilkaset metrów nasypu między stacjami Zabrze Biskupice i Północ to idealne
miejsce dla bandytów. Napadają prawie codziennie, bo odkąd zlikwidowano ruch
pasażerski między Gliwicami a Bytomiem, po szynach przejeżdża ok. 20 składów
pełnych węgla na dobę. Kierunek: Niemcy, Wielkopolska i porty Wybrzeża.

- Jak kradną, to ja się chowam - mówi świadek rabunku z domu na uboczu. -
Faceci stoją na wiaduktach kolejowych, mają broń i lornetki noktowizyjne.
Stary i jelcze prują mi pod domem po węgiel. Przez telefony komórkowe
powiadamiają się, co i kiedy jedzie.

Zdzisiek z matką (tzw. hołota - wybierają między torami resztki węgla po
złodziejach) boją się: - W Biskupicach mamy dwie bandy. Dwie rodziny
zaciągnęły do rabunku po 20 bezrobotnych i żyją z tego jak królewicze. A nam
grożą pobiciem za marny worek opału - wyznaje chłopak, wiozący na rowerze
jutowy worek węgla. Zbieracze płacą bandom haracze - od 5 do 10 zł za
pięćdziesięciokilogramowy worek.

Napad na pociąg trwa ok. 30 minut. Rabusie zatrzymują pociąg, wskakują na
węglarki i natychmiast zakręcają w wagonach hamulce. Samotny maszynista
barykaduje się w kabinie. Jeśli bandyci nie obrzucą go kamieniami, ujdzie
bez szwanku. Złodzieje otwierają drzwiczki wagonów, węgiel sypie się na
tory. - Siedem ton wypada z dużych drzwi i pięć z małych - ocenia Zdzisiek i
dodaje, że rekord padł niedawno, kiedy udało się otworzyć aż 11 wagonów. -
Ponad 50 ton węgla! - rozmarza się.

Złodzieje mają łopaty. Zrzucają opał z nasypu, albo od razu ładują na
ciężarówki. W składzie kradziony węgiel kosztuje ok. 300 zł za tonę
(normalnie 350-360 zł).

Świadek kradzieży denerwuje się: - Gdzie jest policja? Czemu ich nie łapią?
Przecież wywrotka nie ucieknie im po trawie!

Ochroną torów w Biskupicach zajmuje się kilkunastu funkcjonariuszy Służby
Ochrony Kolei z posterunku w Gliwicach. Mieli do dyspozycji dwa żuki, ale w
zeszłym roku na jednego, który czatował na rabusiów przy drodze E-40,
najechał zagraniczny TIR. - Ani prokuratura, ani służby operacyjne nie
interesują się tym procederem - mówi proszący o anonimowość funkcjonariusz
SOK. - Konwojowanie składów i strzelanie z naboi solnych to zamierzchła
przeszłość. Nie mamy sposobu, by złapać złodziei.

- Nie możemy pilnować pociągu w lesie. A zlęknieni mieszkańcy Biskupic nie
zgłaszają się ze skargami. Tam panuje bezrobocie i zmowa milczenia - mówi
podkomisarz Edward Nowakowski z Komendy Miejskiej Policji w Zabrzu. Dodaje,
że SOK nie chce współpracować z policją.

Sokiści zabezpieczali wagony: 5 cm drutu stalowego grubości 6 mm okręcali
wokół rygli. Niestety, zaprzestano drutowania, bo odbiorcy węgla za granicą
nie mogli pojąć, po co Polacy stosują takie metody.

********************************************
* Pzdr, Marek Pawlukowicz  [Szczecin]      *
* E-mail : eNka@wp.pl | GG : 1317273    *
* Statystyki - www.statystyki.marek.prv.pl *
********************************************

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: (prasa) jeszcze o uranowym pociagu

Przez Szczecin do Czech pojechało uranowe paliwo

Kolejowe platformy z pięcioma pojemnikami opuściły szczeciński port w
sobotę po godz 12. Do Temelina dotarły w niedzielę wczesnym popołudniem. W
niedzielę wieczorem pojawiły się pogłoski, że w porcie szczecińskim
znajduje się więcej pojemników z uranem, a kolejny pociąg ruszył już w
kierunku Czech. Nikt jednak tego nie potwierdził.
Fot. M. Holiat

- Jeśli będą kolejne transporty, może dojść do tragedii - tak komentują
ekolodzy przewóz paliwa uranowego ze Szczecina do czeskiego Temelina. - Nic
złego nie mogło się stać - zapewniają przedstawiciele władz państwowych i
eksperci z Państwowej Agencji Atomistyki. - To niesłychane, by o takim
transporcie nikt nie powiadomił władz miasta - oburza się prezydent
Szczecina.

W sobotę rano w szczecińskim porcie ze statku "Andromeda", który przypłynął
z USA, wyładowano ważące ponad 20 ton pręty uranowe, wykorzystywane jako
paliwo w elektrowniach atomowych. Ładunek był przeznaczony dla elektrowni w
czeskim Temelinie. Wszystko wskazuje na to, że także kolejne dostawy paliwa
dla czeskiej elektrowni będą przechodzić przez Szczecin.

Przewóz miał się odbyć w tajemnicy i to podobno nie dlatego, że ładunek był
niebezpieczny (jak wykazały przyrządy, promieniowanie nawet w pobliżu
pojemników nie było groźne) ale bardzo cenny. - Pręty są tak zabezpieczone,
że nawet gdyby doszło do katastrofy kolejowej nie będzie skażenia -
zapewniał Wiktor Niewodniczański, prezes Państwowej Agencji Atomistyki.
Jego zdaniem Polska nie mogła się nie zgodzić na przewóz paliwa przez jej
terytorium, bo mamy w tej sprawie podpisaną umowę z Czechami. Wcześniej na
tranzyt uranowych prętów nie zgodziły się natomiast Niemcy.

Próba utrzymania tajemnicy doprowadziła do sporego zamieszania. Początkowo
do prezydenta Szczecina Marka Koćmiela dotarły plotki o przewozie odpadów
radioaktywnych. Zaniepokojony prezydent poprosił o wyjaśnienia wojewodę.
Zdaniem wojewody Władysława Lisewskiego, który wiedział o przewozie uranu,
transport był "właściwie zabezpieczony i nie było potrzeby niepokoić pana
prezydenta".

Przewóz odbywał się pod eskortą policji i Służby Ochrony Kolei. Wbrew
obawom, na całej trasie nie doszło do incydentów z udziałem organizacji
ekologicznych.

- To na szczęście tylko paliwo uranowe, ale czy z Temelina do Szczecina nie
będą wracać odpady radioaktywne? - niepokoi się Jakub Szumin, szef
szczecińskiej Federacji Zielonych.

- W latach osiemdziesiątych mówiło się o planach składowania odpadów
radioaktywnych w bunkrach w pobliżu Międzyrzecza - mówi Aleksander
Nieczajew szef Inspektoratu Akademickiego Straży Ochrony Przyrody. - Mam
nadzieję, że nikt nie wpadnie na podobny pomysł, ale sam tranzyt paliwa
uranowego czy odpadów radioaktywnych też jest niebezpieczny. Przecież nawet
kolejarze narzekają na stan torów magistrali węglowej wzdłuż Odry.
Transport może się wykoleić, a w takiej sytuacji nie ma stuprocentowych
zabezpieczeń.

Czy odpady radioaktywne z Temelina przyjadą do Szczecina? Podobno umowa z
Czechami dotyczy tylko transportu paliwa, nie odpadów. Co do groźby
składowania odpadów radioaktywnych na terenie Polski, to niedawno "Gazeta
Wrocławska" doniosła, iż niewykluczone, że w przyszłości odpady takie
trafią do kopalni soli kamiennej Sieroszowice. Kopalnia należy do Polskiej
Miedzi, której szefowie już wcześniej wyrażali zainteresowanie "gospodarką
odpadami" jako mogącą przynieść krociowe zyski.

Jarosław Dziedzic, Głos Szczeciński

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: Po morderstwie w pociągu. PKP bez winy.
PAP 29-10-2004, ostatnia aktualizacja 29-10-2004 17:00

Kołobrzeska Prokuratura Rejonowa umorzyła postępowanie wszczęte po zabójstwie
Anny Dybowskiej, w którym badała, czy pracownicy PKP dopełnili wszystkich
swych obowiązków, aby zapewnić podróżnym bezpieczeństwo. Do zabójstwa
dziewczyny doszło w lipcu tego roku - poinformował w piątek prokurator
rejonowy Adam Kuc.

Anna Dybowska jechała z Kołobrzegu do Warszawy, gdzie miała zdawać na studia.
Zamordowali ją dwaj młodzi mężczyźni, którzy - by uczcić urodziny jednego z
nich, postanowili okraść przypadkową osobę w pociągu. Upatrzyli sobie właśnie
Dybowską, która siedziała sama w przedziale. Po obrabowaniu swej ofiary
wyrzucili ją z pociągu. Zabójców ujęto po kilkunastu dniach. Obaj przyznali
się do zbrodni. Przebywają w areszcie. Grozi im dożywocie.

Prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie popełnienia przestępstwa przez
PKP, polegającego na niedopełnieniu obowiązku zapewnienia ochrony osobom
korzystającym z ich usług, na początku sierpnia, po złożeniu zawiadomienia
przez Zespół ds. Pomocy Ofiarom Przestępstw urzędu miasta stołecznego
Warszawy.

W uzasadnieniu tego zawiadomienia napisano, że bandycki napad stał się
możliwy, ponieważ w pociągach często nie ma ochrony, co stwarza możliwości
działania zorganizowanym grupom przestępczym wyspecjalizowanym w napadach na
podróżnych.

Kołobrzeska prokuratura uznała jednak, że zarówno PKP jak i żaden z jej
pracowników nie dopuścił się niedopełnienia obowiązków, polegających na
niezapewnieniu podróżnym odpowiednich warunków bezpieczeństwa.

Jak poinformował prok. Kuc, w sprawie przesłuchano kierownika pociągu i
konduktorów, a także kierownika stacji w Kołobrzegu oraz naczelnika Służby
Ochrony Kolei w Koszalinie. Przeanalizowano też materiały zebrane podczas
odrębnego śledztwa dotyczącego zabójstwa dziewczyny, prowadzonego przez
prokuraturę w Skierniewicach, a także wewnętrzne przepisy PKP.

"Nie ma w sprawie takich faktów ustalonych, które pozwalałyby przyjąć, że
postępowanie pracowników kolei naraziło Annę Dybowską na bezpośrednie
niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu" -
podkreślił Kuc.

Dodał, że nie ustalono, też, by któryś z pracowników PKP nie udzielił
dziewczynie pomocy w sytuacji zagrożenia utraty życia lub doznania ciężkiego
uszczerbku na zdrowiu.

Postanowienie o umorzeniu postępowania zostało wysłane do ojca ofiary,
któremu przysługuje zażalenie do Prokuratury Okręgowej w Koszalinie. Treść
postanowienia otrzyma także Zespół ds. Pomocy Ofiarom Przestępstw. Jednak
zespół ten, ponieważ nie jest stroną w sprawie, nie może złożyć zażalenia na
postanowienie prokuratury.

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: NIK skrytykowal radomskich SOKistów
=?ISO-8859-2?Q?Sebastian__Paw=B3owski?= <pita@WYTNIJ.gazeta.plnapisał(a):


http://miasta.gazeta.pl/radom/1,35219,4781872.html

Jak pasażerowie mają czuć się bezpiecznie, skoro SOK-iści na radomskim dworcu
zamiast pilnować porządku, spędzają czas na paleniu papierosów i jedzeniu
zapiekanek? Na gorącym uczynku zostali przyłapani przez kontrolerów NIK

Raport nie zostawił na kolejowych stróżach porządku suchej nitki. Co więcej,
kontrolerzy Izby na dowód, że funkcjonariusze Służby Ochrony Kolei z
radomskiego dworca za nic mają służbowe obowiązki, dołączyli zdjęcia. Na
jednym z nich widać patrol SOK stojący na balkonie nad wejściem do tunelu:
panowie oparci o balustradę w niedbałej pozie.

Konsumpcja zapiekanek

Z opisu wynika, że patrol tkwił tak w jednym miejscu, zamiast patrolować
perony 28 lipca 2006 roku w godz. od 12.15 do 14.50. "Czas służby strażnicy
spędzali na rozmowach, paleniu papierosów oraz konsumpcji zapiekanek" -
napisali kontrolujący. Dwa dni wcześniej pracownicy NIK przyłapali dwuosobowy
patrol składający się z funkcjonariusza SOK i policjanta, gdy przez 40 minut
tkwił "niemalże nieruchomo na peronie w pobliżu dworcowej placówki SOK, nie
przejawiając zainteresowania naruszeniem prawa". Chodziło o nielegalny handel
papierosami w tunelu dworcowym. Tu także kontrolerzy załączyli do raportu
zdjęcie z radomskiego dworca, tym razem prezentujące kobiety handlujące w
najlepsze papierosami.

Wnioski z kontroli dotyczącej zapewnienia bezpieczeństwa i porządku na
dworcach kolejowych przeprowadzonej przez NIK są takie, że jest tam
niebezpiecznie, ochrona pociągów przed kradzieżami i dewastacjami jest
niewystarczająca, a SOK nie wywiązuje się należycie z zadań. Stąd też wniosek
końcowy, jaki Izba zawarła w raporcie, aby rozważyć likwidację SOK.

Odrażająco brudne toalety

Dostało się także Kolejom Mazowieckim obsługującym ruch pociągów w naszym
regionie, że nie podejmowały rzetelnych działań, aby zapewnić bezpieczeństwo
podróżnym. A jak pokazują statystyki, liczba popełnianych w pociągach
przestępstw jest od kilku lat bardzo wysoka (w latach 2004-05 o ponad 70 proc.
wzrosła liczba kradzieży na szkodę podróżnych!).

KM zarzucono także brak wystarczającego nadzoru nad drużynami konduktorskimi,
które - jak wykazała kontrola - niewystarczająco interesowały się stanem
technicznym pociągów i nie reagowały na przypadki łamania przepisów
porządkowych przez pasażerów, tolerując picie alkoholu i palenie papierosów w
niedozwolonych miejscach. Sporo miejsca w raporcie poświęcono nieremontowanym
wagonom, zdewastowanym, "odrażająco brudnym" toaletom czy uszkodzonym i
niedziałającym hamulcom bezpieczeństwa.

Odstraszają klientów

- Koleje nie dostosowują się wystarczająco prędko do rynkowych warunków, w
których przyszło im funkcjonować. Dworce są zaniedbane i brudne, a chuligani,
narkomani i żebracy odstraszają potencjalnych klientów - skomentował raport
prezes NIK Jacek Jezierski.

Źródło: Gazeta Wyborcza Radom


Witam.
Wie ktoś może komu podlega tzw. "straż ochrony kolei" ?? przypuszczam ze mswia
ale pewnie nie jestem. Potrzebuje tej informacji w celu wypowiedzenia tym
malinowym nosom o mentalności funkcjonariuszy ormo wojenki. Mam dość
traktowania siebie i często współpasażerów jak "podludzi" bo pan i władca
soczek, myśli że jest Bóg wie kim i może traktować zwykłych ludzi jak śmieci.  
Pozdrawiam.

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: Śląsk: Sokiści ostrzeliwują się przed bandami atakującymi pociągi
Dzisiejsza strona tytułowa Wyborczej...

Śląsk: Sokiści ostrzeliwują się przed bandami atakującymi pociągi

ZOBACZ TAKŻE

. Ile kolej traci przez złodziei? (02-09-02, 02:00)

 Piotr Purzyński, Witold Gałązka, tg 02-09-2002

Bandy złodziei zaatakowały w weekend pociągi w Zabrzu i Bytomiu.W Zabrzu
wysypali na tory 60 ton węgla, blokując szlak kolejowy na kilkanaście
godzin. W Bytomiu sokistów, którzy ochraniali pociąg wiozący środki
czystości, obrzucono kamieniami. Sokiści użyli ostrej broni

W sobotnim napadzie w Bytomiu brało udział kilkunastu bandytów. Pociąg
ochraniało tylko dwóch funkcjonariuszy Służby Ochrony Kolei. Obrzuceni
kamieniami i zaatakowani kijami bejsbolowymi, strzelali w powietrze z ostrej
broni, by odstraszyć napastników. Bandyci zbiegli.

- To już nie są żarty, ale walka o życie. Do takich trzeba strzelać jak na
Dzikim Zachodzie! - mówi jeden z dyrektorów Zakładu Linii Kolejowych w
Gliwicach.

- Musieli dostać cynk o godzinie przejazdu składu - domyśla się sokista z
Gliwic. Ale Zbigniew Czyż, wicedyrektor ZLK w Tarnowskich Górach, nie jest
zaskoczony: - Czy cynk dostali, nie wiem. Ale znam ich już z widzenia, bo
całymi dniami wystają na wiadukcie nad torami w Bobrku [dzielnica Bytomia -
red.]. Mają telefony komórkowe. Jak jedzie cenny skład, zaraz organizują
skok.

Kilkadziesiąt minut później bandyci napadli na pociąg z węglem w Zabrzu.
Schemat jest zwykle ten sam: wskakują na węglarki i natychmiast zakręcają
hamulce. Samotny maszynista barykaduje się w kabinie - wyjdzie bez szwanku,
jeśli nie obrzucą go kamieniami. Złodzieje otwierają drzwiczki wagonów,
węgiel sypie się na tory. Niedawny rekord, gdy otworzyli aż 11 wagonów,
wynosił ponad 50 ton węgla. W sobotę w Zabrzu na torach wylądowało 60 ton.

Zdzisław Draguła, dyrektor ZLK w Gliwicach, jest wściekły: - Zbóje od dwóch
lat okradają pociągi i blokują nam ten szlak.

Sokiści zatrzymali jednego złodzieja. - Może jak go policja przymęczy, to
sypnie pozostałych - mówią kolejarze. W nocy sokiści pilnowali pociągu; nie
chcieli powiedzieć, ilu ich jest. - A po co? Żeby złodzieje większą bandę
zebrali?

- To zorganizowane gangi. Bossowie z Gliwic potrafili podjechać do torów
czarnym bmw i odpędzać od wysypanego węgla drobnych zbieraczy - opowiada nam
zabrzański policjant. Po wysypany węgiel bandyci wysyłają ciężarówki.
Sprzedają go potem po 300 zł za tonę; normalna cena jest o kilkadziesiąt
złotych wyższa.

Do napadów na pociągi dochodzi na Śląsku codziennie, sokiści są bezradni. Na
4 września zwołano specjalną naradę śląskich kolejarzy, SOK i policji.

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: Jeszcze o artystach, czyli kulisy powstawania Sztuki
W najnowszym Bravo fotoopowieść dla młodzieży pt. "Wojna na spreje!".
Tematyka dobrze znana, ale ten język... Beznamiętny i cyniczny opis
popełniania przestępstwa. Wybrałem kilka dialogów i podpisów pod
zdjęciami:

W poprzednich odcinkach: Elita i CKC to dwie ekpiy graficiarzy,
rywalizujące ze sobą o panowanie w mieście. Aby zakończyć ciągłe
awantury, oba składy urządzają sobie sprejową bitwę: która ekipa w ciągu
48 godzin zaliczy lepszą "produkcję" (malunek graffiti) na ścianie lub
wagonie, będzie rządzić w mieście! Sędzią ma być bezstrony grafficiarki
"pro" (profesjonalista): koleś o ksywce Blaster, który sprejował kiedyś
w Nowym Jorku! (...)

Wstępują (m.in.):
PABLO, cieszy się szacunkiem grafficiarzy: zaliczył najwięcej
"bombingów" na pociągach
KIERO, inaczej "Kierowca", ksywkę zawdzięcza temu, że najchętniej
sprejuje znaki drogowe
DOKTOREK, to prawdziwy świrus: nosi lekarski kitel, a mury nazywa swoimi
"pacjentami"

[Zdjęcie: młodzież dyskutuje przy "soczku pomarańczowym"] Nagle wchodzi
Pablo z wieściami, które zepsują wszystkim nastrój.
PABLO: - Eliciarze chcą nas wpędzić w pułapkę! Powiadomili policję i
SOK-istów!
KIERO: - Skąd wiesz?
PABLO: - Blaster dowiedział się. Ma swoich informatorów.

[W tzw. międzyczasie widzimy jak jedna grupa towarzyska wykrada drugiej
skrzynkę ze sprejami]

[Zdjęcie: Tory kolejowe] Wreszcie nadchodzi Gregor z farbami.
- Na niego można liczyć!
- Skąd to masz?
- Nieźle bracie! Wiedziałem, że ci się uda
GREGOR: - Tak do końca legalne to to nie było. Mam nadzieję, że nie
wpadnę.

[Zdjęcie: Pomalowany skład. Na sąsiednim zdjęciu widać także powybijane
szyby] Eliciarze zdecydowali się "zbombić" wagon kolejowy.
- Wy robicie linie i płaszczyzny, ja zajmę się cieniami
- Tylko równiusieńko! W końcu jesteśmy najlepsi!

DJ Alex obawia się "nalotu".
DJ ALEX: - Nie powinniśmy postawić kogoś na świecy?
BEN: - Przestań paplać, tylko rób swoje!

Mimo wątpliwości Alexa szef Elity, Ben, jest pewny siebie.
DJ ALEX: - Szkoda, że Anka nie jest już z nami. To ona zawsze
wypatrywała SOK-istów...
BEN: - O SOK-istów i gliniarzy się nie bój! Napuściłem ich na Crosserów

[Zdjęcie - gwóźdź numeru: Dwóch facetów w beretach, zielonych spodniach
i czarnych kamizelkach z napisami "PKP" i "S.O.K." rozmawia przez radio]
Rzeczywiście: funkcjonariusze Służby Ochrony Kolei otrzymują meldunek.
Ktoś anonimowo zawiadomił ich centralę!
SOK-ista 1: - Zrozumiałem! Grupa wandali o nazwie CKC działa na terenie
lokomotywowni
SOK-ista 2: - Tym razem dorwiemy tych gówniarzy!

Tu historia kończy się dramatycznym:
W nastpęnym numerze BRAVO: Czy Crosserzy wpadną w pułapkę? Czy Elita
wygra zakład?

.

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: koleje na celowniku przestepcow

http://www.naszdziennik.pl./index.php?dat=20030708&typ=po&id=po42.txt

Koleje na celowniku przestępców

Ponad 15 milionów złotych strat ponosi rocznie PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.
w związku z kradzieżami infrastruktury kolejowej. Coraz częściej złodzieje
sięgają także po przewożone towary. Z tego tytułu PKP Cargo S.A. traci rocznie
około 20 milionów złotych. Obecnie najczęściej ginie węgiel.
Do kradzieży elementów sieci trakcyjnej dochodzi najczęściej w dużych
aglomeracjach miejskich. - Są one wszędzie tam, gdzie jest dużo ludzi i
pociągów. Są to m.in. aglomeracje: warszawska, katowicka, trójmiejska,
krakowska czy poznańska - powiedział nam Krzysztof Łańcucki, rzecznik prasowy
PKP PLK S.A. Złodzieje chętnie sięgają po elementy urządzeń sterujących ruchem
kolejowym, linii trakcyjnych czy nawet tory. Jak zaznaczają kolejarze, tego
typu kradzieże są dużym zagrożeniem dla bezpieczeństwa ludzi, gdyż brak
elementów zabezpieczeń może spowodować tragiczne wypadki. Z kolei obniżona na
skutek braku żeliwnych obciążników sieć elektryczna może doprowadzić do
porażenia prądem. - Jeżeli chodzi o kradzieże węgla, to przybrały one rozmiary
klęski. Działania Służby Ochrony Kolei nie dają już odpowiedniego rezultatu,
gdyż jest to zjawisko zbyt duże. Co więcej, wokół tych kradzieży tworzy się
przestępczość zorganizowana - zaznaczył Łańcucki. Dodał, że najwięcej węgla
ginie z wagonów w województwie śląskim, gdzie działają nawet
kilkudziesięcioosobowe szajki. - Najczęściej łupem złodziei pada węgiel. Są to
straty rzędu 15 mln zł rocznie. W dalszej kolejności jest złom, paliwa i
artykuły gospodarstwa domowego. W sumie na kradzieżach spółka Cargo traci około
20 mln zł rocznie - powiedział nam Janusz Mincewicz, rzecznik prasowy PKP Cargo
S.A.
Oprócz kradzieży zdarzają się również wybryki chuligańskie. Pociągi są
obrzucane kamieniami, a na tory podkładane są różne przedmioty. Każdy taki
wybryk może skończyć się tragicznie. Niestety, ich sprawcy, o ile w ogóle udaje
się ich ustalić, nie odpowiadają za zamach na życie, a jedynie ponoszą koszty
wyrządzonych szkód. Przerażający jest też fakt, że tego typu wybryków
dopuszczają się najczęściej dzieci w wieku 8-14 lat.
Do kilku kradzieży "na torach" doszło w ostatnich dniach na Górnym Śląsku. W
niedzielę przez kilkanaście godzin zablokowany był ruch pociągów pomiędzy
Pankami a Krzepicami, na szlaku kolejowym z Częstochowy do Poznania. Złodzieje
skradli tam 220 m drutu z sieci trakcyjnej. Z kolei pomiędzy Katowicami-
Panewnikami a kopalnią "Śląsk" złodzieje skradli 300 m drutu sieci trakcyjnej.
Ponadto w Siemianowicach Śląskich złodzieje wyłożyli na torach płyty betonowe i
zatrzymali pociąg towarowy. Usypali dwie tony węgla. Natomiast w Katowicach-
Szopienicach zorganizowana grupa złodziei węgla obrzuciła kamieniami
zmotoryzowany patrol SOK. Napastnicy wybili przednią szybę w samochodzie
sokistów. Jeden z członków grupy, 44-letni mężczyzna, został zatrzymany.
Jako jedyny w kraju przewoźnik PKP ma własną służbę ochrony, jednak ogrom
posiadanych obiektów sprawia, że kolej nie jest w stanie chronić swojego taboru
i infrastruktury. Szacuje się, że aby czynić to skutecznie, na każdy kilometr
linii musiałby przypadać jeden funkcjonariusz SOK. W Polsce jest blisko 23 tys.
kilometrów linii kolejowych...
Marcin Austyn

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: Chuligani obrzucają kamieniami pociągi Katowice - Gliwice
Pociąg relacji Katowice - Gliwice po zmroku regularnie obrzucany jest
kamieniami. Kilka osób zostało już rannych. Sokiści twierdzą, że to zemsta
wyrostków za udaremnienie kradzieży węgla.

 To było pod koniec stycznia, kilka minut po godz. 20 - wspomina
roztrzęsiony mężczyzna, który zadzwonił do redakcji. - Prawie pusty
przedział, wiele miejsc było wolnych. Gdzieś pomiędzy Zabrzem i Gliwicami
usłyszałem przeraźliwy huk. Do wagonu wpadł olbrzymi kamień. Odłamki
pękającej szyby poraniły chłopaka, który siedział przy oknie. Całą twarz
miał we krwi. Baliśmy się, że stracił oko. Na dworcu w Gliwicach zabrało go
pogotowie. Zróbcie coś z tym, bo to nie pierwszy taki przypadek na tej
trasie - dodaje.

Ustaliliśmy, że pociąg obrzucany jest kamieniami w rejonie ul. Bema w
Sośnicy i w Zabrzu Maciejowie, w miejscu gdzie kończy się cmentarz. Po
jednej stronie torów są tam ogródki działkowe, po drugiej stare garaże.
Łatwo się ukryć. - Mają po 14, 15 lat. Mszczą się za to, że walczymy z nimi,
jak kradną węgiel - twierdzi Kazimierz Romanowski, szef Służby Ochrony Kolei
w Katowicach.

Przede mną siedzą konduktorzy i kierownicy pociągów, którzy często jeżdżą na
trasie Katowice - Gliwice. Nie chcą się przedstawić. Mówią, że się boją. -
To zazwyczaj taka seria jak z karabinu maszynowego: bum, bum, bum. Ale nawet
jak polecą wszystkie szyby, to nikt nie odważy się zatrzymać pociągu i po
ciemku gonić tych gówniarzy. Oni są na swoim terenie, znają każdy
zakamarek - mówi jeden z konduktorów.

- Potem, żeby mieć spokój, wzywa się policję. Oni piszą swój protokół, my
swój i jest po sprawie. Nie słyszałem, żeby kogoś złapali, a w Maciejowie
rzucają w pociąg kilka razy w miesiącu - dodaje inny.

Magdalena Zielińska z gliwickiej policji przegląda statystyki. Mówi, że w
ostatnich kilku miesiącach zgłoszono kilka przypadków obrzucenia pociągu
kamieniami. Kilka osób zostało rannych. - Nie lekceważymy żadnego
zgłoszenia, a jeżeli trzeba, współpracujemy z policją w Zabrzu - zapewnia. -
Legitymujemy wszystkich, którzy kręcą się bez celu wokół torów. Jest nas
jednak za mało, by patrolować każdy nasyp kolejowy - dodaje.

- Udało się nam zapobiec wielu atakom na pociągi, ale to walka z wiatrakami.
Sprawcy są nieletni i praktycznie nic im nie grozi - mówi Romanowski.

Kolejarze mówią, że powoli zaczynają się przyzwyczajać do ataków na
pociągi. - Niedawno mojemu koledze zrzucili na skład ogromną kulę śniegową.
Tym razem na szczęście nikomu nic złego się nie stało, ale może następnym
razem nie będzie miał tyle szczęścia - mówi jeden z maszynistów.

GW, Tomasz Głogowski  04-02-2004, ostatnia aktualizacja 04-02-2004 00:05

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: Pociągi pod nadzorem - 8.11.2005
Wałbrzych:

   Przestępców nie odstraszają ani kary, ani uzbrojeni strażnicy. Złodzieje
potrafią w ciągu pół godziny przesypać z wagonów do worków nawet 60 ton
węgla czy koksu. Konwojenci transportów kolejowych są zwykle bezradni.
Uzbrojone grupy napastników są gotowe na wszystko.
     W ciągu zaledwie dziesięciu miesięcy b.r. pracownicy firmy Jarexs,
ochraniającej wałbrzyską koksownię, uniemożliwili kradzież opału z
transportów kolejowych ponad 2200 razy. Mimo to straty zakładu szacowane są
w setkach tysięcy złotych. - Złodzieje organizują się w grupy liczące nawet
60 osób - relacjonuje Henryk Opałkowski, dyrektor firmy ochraniającej
koksownię.
     - Niestety, nie mam tylu funkcjonariuszy, by wydelegować stały patrol w
okolice koksowni. Jeśli jednak dochodzi do naruszenia prawa,
interweniujemy - mówi nadkom. Katarzyna Wojciechowska, komendant komisariatu
IV policji.
     Problem kradzieży dotyka również PKP. Transporty zmierzające do
koksowni okradane są już na dworcu Wałbrzych Fabryczny. - Od lutego do
października b.r. skradziono w tym rejonie prawie 15 ton opału. Do
największej kradzieży doszło 9 lipca. Złodzieje, wykorzystując awarię
lokomotywy, otworzyli dziewięć wagonów, po czym wysypali na tory osiem ton
miału węglowego - informuje Adam Radek ze służby ochrony kolei. Transporty
dostarczanego do Wałbrzycha węgla oraz eksportowanego do kontrahentów koksu
są na szczęście ubezpieczone, co rekompensuje część strat.
     W kradzieżach specjalizują się mieszkańcy dwóch wałbrzyskich dzielnic -
Sobięcina i Podgórza. Obie sąsiadują z terenem zakładu. - Najgorzej jest w
dni wolne od pracy - mówi Jan Folta, kierownik ochrony w kokosowni. -
Kilkudziesięcioosobowe grupy, wyposażone w niebezpieczne narzędzia i
kamienie, atakują pracowników strzegących wagonów. Wtedy prosimy o wsparcie,
w użyciu są pałki i broń gazowa - dodaje. Aby dostać się do składu opału,
złodzieje są zdolni do wszystkiego. Kiedy wprowadzono na teren zakładu
patrol z psem, przestępcy przyprowadzili swojego czworonoga. Na szczęście z
bezpośredniej konfrontacji zwycięsko wyszedł pies ochrony. - Pod adresem
moich podwładnych, którzy uniemożliwiali kradzieże, wielokrotnie kierowano
pogróżki. Straszono ich przez telefon, obrzucano kamieniami, a na początku
października dwóch pobito - relacjonuje Henryk Opałkowski. - W trosce o
zdrowie i życie strażników, do pilnowania koksowni skierowałem tylko osoby
posiadające licencję na broń.
     Koksownia rozciąga się na 26 hektarach. Na jej terenie jest prawie 15
kilometrów torowisk. Firma ochroniarska, z którą koksownia ma podpisaną
umowę, opracowała nową koncepcję. Plan zakłada utworzenie telewizji
przemysłowej oraz systemów alarmowego i nadzoru. - Dzięki elektronicznej
ochronie będziemy mogli monitorować cały zakład i zapobiegać kradzieżom -
uważa Opałkowski.

wiecej: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
http://miniurl.pl/jelonka

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: O węglokradach raz jeszcze...


W GW tez o tym pisza:
http://www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,1532566.html


Cytuję, niech to więcej osób poczyta:

Zatrzymano węglokradów, którzy usypali rekordową ilość węgla

Marcin Pietraszewski 17-06-2003, ostatnia aktualizacja 17-06-2003 00:34

Policja zatrzymała w poniedziałek trzech nastolatków, którzy w Rudzie
Śląskiej zatrzymali pociąg towarowy i wysypali z niego 400 ton węgla. - To
największy usyp w historii PKP - mówią funkcjonariusze Służby Ochrony Kolei.

- Przypuszczamy, że chłopcy zostali przez kogoś wysłani na tory. Ustalamy,
kim są ludzie, którzy popełniając przestępstwa, narażają życie i zdrowie
dzieci - powiedział nam wczoraj aspirant Jacek Pytel z zespołu prasowego
Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

Zatrzymani złodzieje mają 15,16 i 19 lat. Od kilku lat przewijają się w
materiałach policyjnych, dotyczących ataków na szlaki kolejowe. Wczoraj w
czasie przesłuchania przyznali się, że w sobotę wskoczyli na jadący przez
Rudę Śląską pociąg towarowy, uruchomili hamulce, a potem otworzyli ponad 20
wagonów. Na tory wysypało się 400 ton węgla o wartości ponad 300 tys. zł.
Przez kilkadziesiąt godzin szlak kolejowy był zablokowany. Policja
podejrzewa, że złodzieje działali na rozkaz członków węglowych mafii, które
organizują zbiórkę usypanego węgla, jego transport, a potem czerpią ogromne
zyski ze sprzedaży.

Dzisiaj prokurator zdecyduje o losie zatrzymanego 19-latka. 15- i 16-latek
staną tylko przed sądem rodzinnym. Policja przypuszcza, że za kilka dni
prawdopodobnie znowu wyjdą na tory.

- Złodzieje węgla są coraz bardziej zuchwali. Jednak takiego "skoku", jak
ten w Rudzie, jeszcze nie mieliśmy - przyznał wczoraj Krzysztof Król,
zastępca komendanta okręgowego Straży Ochrony Kolei w Katowicach. Kiedy w
sobotę dowiedział się, co się stało, postawił na nogi wszystkich swoich
ludzi z najbliższej placówki w Gliwicach. Okazało się jednak, że w służbowym
samochodzie nie było benzyny. Limit na ten miesiąc się wyczerpał. - Część
ludzi pojechała na miejsce prywatnymi autami, pozostali - jadącymi w tamtą
stronę pociągami towarowymi. Pomogła nam również policja - mówi komendant
Król.

Przez całą niedzielę i wczorajszy dzień sokiści pilnowali zasypanego
torowiska. Na miejsce sprowadzono pociąg ratowniczy, którego załoga
specjalnym dźwigiem ładowała na podstawione wagony usypany węgiel. Co jakiś
czas dochodziło jednak do utarczek z węglokradami. Wbiegali na torowisko i
ładowali węgiel do worków oraz wiader. Za każdym razem na interweniujących
sokistów leciał grad kamieni. W tym samym czasie inna ekipa funkcjonariuszy
SOK pilnowała 150 ton węgla usypanego na torach w Zabrzu.

- W walce z węglokradami momentami jesteśmy bezradni. "Etatowa kołdra" jest
tak krótka, że nie wiadomo, gdzie wysyłać ludzie. No i żeby jeszcze mieli
czym jeździć na patrole - wzdycha komendant Król. Budżet śląskiego SOK jest
tak mizerny, że limit na na paliwo do samochodu służbowego wynosi... 300 zł
miesięcznie. - Każda placówka ma pod ochroną kilkaset kilometrów torów -
mówi komendant Król.

W Komendzie Głównej SOK nie chciano wczoraj rozmawiać z nami o problemach
śląskich funkcjonariuszy. - To sprawa tamtejszego dowództwa i tam się proszę
dowiadywać, dlaczego tak się dzieje - usłyszeliśmy.

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: Komisja chce przyjaznego państwa z piwem w pociągach
Robert Kowalik, Gazeta.pl; Agnieszka Rogal, TOK FM2009-02-12, ostatnia
aktualizacja 2009-02-12 18:42

Według Komisji Przyjazne Państwo, przyjazne państwo, to takie, w którym można
napić się piwa w pociągu. Dziś nad tym tematem debatowali posłowie tzw.
komisji Palikota. Sam poseł PO usunął się w cień, bo swego czasu był
właścicielem lubelskiego Polmosu i nie chciał być posądzany o lobbing.

Komisja Przyjazne Państwo walkę z absurdami zaczyna od tych związanych z
alkoholem. Absurdem, według komisji, jest przepis, który uniemożliwia
restauratorom dokupywania alkoholu w sklepie, kiedy zauważą nagle jego brak
na barowej półce. Według obowiązujących przepisów muszą oni korzystać z usług
hurtownika.

Ale o wiele bardziej szkodliwy jest według posłów zakaz sprzedaży alkoholu w
pociągowych barach, czyli w Warsach, który obowiązuje od 1983 r.

Pasażerowie to nie hołota

- Powoli się cywilizujemy, bo ten zakaz jest wyjątkowy w skali europejskiej -
mówi Adrian Furgalski, dyrektor Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. To
właśnie od tej organizacji wpłynęła prośba, by komisja zajęła się tą sprawą. -
 Nie zgadzam się, by traktować pasażerów pociągów intercity jako hołoty,
która marzy tylko o tym, by się upić i awanturować - dodaje.

Według Furgalskiego na ponad 11 mln pasażerów tego typu pociągów w 2008 r.
zdarzeń z udziałem nietrzeźwych było zaledwie 70. - Alkohol nie jest
problemem w pociągach - mówi Furgalski.

Także dla Marka Wigalskiego wiceprzewodniczącego Komisji Przyjazne Państwo
przepis zabraniający sprzedaży alkoholu w przedziałach barowych jest
absurdalny. Tym bardziej, że w pociągach Eurocity przejeżdżających przez nasz
kraj, alkohol można podawać. - Mają być przygotowane alternatywne
rozwiązania. Pierwsze zawęży miejsca sprzedaży alkoholu do pociągów
wyposażonych w wagony restauracyjne i barki. Drugie dopuszcza sprzedaż
alkoholu we wszystkich pociągach - tłumaczy Wigalski.

Jego zdaniem komisja po zasięgnięciu opinii Państwowej Agencji Rozwiązywania
Problemów Alkoholowych oraz po zasięgnięciu opinii rządu podejmie decyzję w
tej sprawie.

Są też głosy na nie

Na zniesienie zakazu krzywo patrzy jednak Krzysztof Brzózka, dyrektor
wspomnianej agencji: - Przegrani będą ci, którzy cieszą się, że mogą dzisiaj
jeździć czystymi pociągami, w dobrej atmosferze. Przegranym będzie też samo
Intercity, bo zamiast jeździć pociągami wsiądziemy do samochodów i będziemy
się poruszali w takich warunkach w jakich chcemy - prorokuje dyrektor.

Brzózka powiedział także, że "sprzedaż napojów alkoholowych w pociągach
powinna być objęta specjalnym nadzorem". - Jak wynika z przeprowadzonych
badań, bardzo często osoby, które popełniają przestępstwa w podróży, znajdują
się pod wpływem alkoholu - wyjaśnił. Dlatego, zdaniem Brzózki, "w prace
komisji należy włączyć także przedstawicieli Służby Ochrony Kolei oraz
policji".

WARS chce alkoholu

Pomysł dopuszczenia sprzedaży alkoholu w pociągach podoba się za to
Andrzejowi Buczkowskiemu, dyrektorowi ds. marketingu i rozwoju WARS SA. -
Klient nie rozumie bałaganu prawnego, który obowiązuje i przypisuje go nam -
wyjaśnia. - Jako firma pijemy nie przez nas nawarzone piwo. Wagon
restauracyjny jest jak najbardziej odpowiednim miejscem do spożywania
alkoholu - dodaje.

Wokół sprawy spożycia alkoholu w pociągach panuje wyjątkowa zgodność
wszystkich stron sceny politycznej w Polsce. Posłowie często jeżdżą pociągami
z pewnością spotykają się z głosami krytycznymi pasażerów, jak i stojących za
barem pracowników WARSU. Sami też z pewnością obgadaliby nie jedną sprawę
przy szklance piwa.

Projekt ustawy antyprohibicyjnej, który ma trafić do Sejmu 25 lutego
popierają wszystkie kluby parlamentarne. Według niego ograniczenia
dotyczyłyby alkoholi mocniejszych, ponad 18-procentowych. Takie można by
zamawiać tylko do posiłku.

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: Walka o złom zagraża bezpiecz eństwu podróżnych
Artykuł z Gazety Wyborczej (dodatek trójmiejski):

Walka o złom zagraża bezpieczeństwu podróżnych

Marek Wąs 14-03-2004, ostatnia aktualizacja 14-03-2004 19:03

Kradną wszystko - tak policjanci i kolejarze mówią o działalności
złomiarzy od czasu, gdy wzrosły ceny metali. Demontaż szyn i urządzeń
kolejowych może wkrótce skończyć się dramatem

Ceny metali poszły w górę na całym świecie. Od dwóch tygodni w skupach
złomu można zarobić dwa razy więcej niż jeszcze na początku roku -
błyskawicznie zareagowali zbieracze złomu i złodzieje.

- Nastąpił gwałtowny wzrost kradzieży - mówi Brunon Łobodzki, dyrektor
Zakładu Linii Kolejowych w Gdańsku. - Znikają szyny, urządzenia
sterowania ruchem, kable, linki, głowice sygnalizatorów, pokrywy
zwrotnic, ciężary naprężające nasze sieci. To jest plaga!

Tory sprawnie rozkręcimy

Złodziejskie zagłębia to okolice Gdyni, Lęborka (tam wycięto szyny z
nieeksploatowanych linii) i trasa z Pruszcza do Gdańska. Szyny i tzw.
kierownicę rozjazdu skradziono też na używanej trasie do Nowego Portu.
Na eksploatowanych liniach masowo demontowane są urządzenia sterujące.
Kradzieże ciężarów naprężających już kilkakrotnie powodowały, że pociągi
rozrywały całą sieć. W okolicach Słupska złodzieje ukradli
elektromagnesy do samoczynnego hamowania pociągów.

Do tej pory katastrofie udało się zapobiec tylko dlatego, że prawidłowo
zadziałała sygnalizacja informująca o awariach. Efekty: spóźnione i
spowolnione pociągi, bajońskie straty kolei.

Złomiarze dają się we znaki nie tylko kolejarzom.

- Odkąd cena złomu wzrosła do 600 zł za tonę kradną praktycznie wszystko
- mówi gdański policjant. - Giną studzienki, kratki spływowe przed
klatkami bloków, nawet klamki do drzwi.

Ostatnie przykłady: Kwidzyn, policjanci zatrzymali trzech mężczyzn,
którzy z wagonu osobowego stojącego na bocznicy skradli półki aluminiowe
Sztum, nieznani sprawcy palnikiem wycięli metalową konstrukcję dachu
budynku w gospodarstwie rolnym Wejherowo, zatrzymany 27-letni mężczyzna,
który z budynku byłych zakładów mięsnych wynosił stalowe narożniki i
futryny Chojnice, dwóch mężczyzn przyłapano w trakcie kradzieży szyn
kolejowych - na miejsce przyjechali z butlą tlenową i acetylenową i
zdążyli już odciąć 8 kawałków szyn!

Policja i Służby Ochrony Kolei uważają, że w Polsce powstały już
wyspecjalizowane gangi zajmujące się rozkręcaniem szyn. PKP Polskie
Linie Kolejowe w Warszawie zarządzają 23,5 tys. km linii kolejowych, ale
ruch jest prowadzony zaledwie na 19 tysiącach. Tak więc w całej Polsce
jest 4,3 tys. km linii, na których nikt nie pracuje, nie ma tam dróżników.

Na budowę, częściej do złomowca

Kradzieże torów stały się plagą w woj. lubuskim, gdzie jest ponad 500 km
nieczynnych linii kolejowych. Zniknęło tam już ponad 20 km szyn. W
Tarnowskich Górach (woj. śląskie) złodzieje zdemontowali kilkadziesiąt
metrów używanej linii kolejowej - doprowadzili do wykolejenia się
lokomotywy.

12-metrowa szyna kolejowa waży tonę. W skupie złomu można na niej
zarobić 600 zł. Tymczasem ułożenie jednego kilometra linii kolejowej
kosztuje milion złotych.

Szyny wykorzystuje się do stropów w domach lub jako słupki ogrodzeniowe
- wystarczy je dobrze pomalować. Największymi ich odbiorcami są jednak
skupy złomów. Oficjalnie nie można tego robić, ale praktyka jest taka,
że skupy przyjmują szyny pocięte na metrowe kawałki, a właściciel skupu
następnego dnia wywozi je do huty.

Policja ocenia, że ze sprzedaży torów żyją całe rodziny. Jeśli nawet
kogoś uda się przyłapać, to okazuje się, że złodzieje nie mają pracy i
majątku. Nie ma więc z czego ściągnąć zasądzonych pieniędzy.

- Doszło do tego, że utrzymanie bezrobotnych zostało przeniesione na
barki przedsiębiorstw i zakładów pracy - komentuje dyrektor Łobodzki. -
A na złomiarzy-złodziei jest tylko jeden sposób, szczegółowe kontrole
transakcji sprzedaży metali.

Źródło: http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,1965441.html

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: Bieszczady 2000 ostateczny plan
Grzegorz Kapusta napisał(a) w wiadomości:
<878qu9$hn@zeus.polsl.gliwice.pl...


[...]
Regulamin Imprezy Bieszczady 2000

Czyli w regulaminie stoi czarno na białym. Tyle, że ludzie
z zewnątrz mogą go nie znać.


Zaraz, zaraz Grześku !
Regulamin jest dla uczestników imprezy, a nie Bekanntmachung dla całej
okolicy, po której jedzie pociąg.
Jak wiadomo Marcin nie był uczestnikiem, bo być nie mógł.
Punkt 4 mówi, że uruchomienie jest możliwe tylko po uiszczeniu, a więc skoro
pociąg został uruchomiony, to znaczy, że go swoimi opłatami uruchomiliście.
I od tego momentu "jedzie pociąg, dym się wali".
I mnie postronnego obywatela niewiele obchodzi na jakiej zasadzie pociąg
został uruchomiony.
Póki co, mapy terenu są jawne i dysponując samochodem, a widząc wyruszający
z Chabówki pociąg może mam taki kaprys, aby jechać za nim i go filmować.
Podatek drogowy zapłaciłem i mogę sobie jechać, jak chcę i robić to, co nie
jest zakazane prawem.
W tym filmować ten pociąg.

Chyba, że pociąg zostanie zgodnie z prawem [ patrz poniżej cytat listu
Remika ] obwieszony tabliczkami zakaz fotografowania.
Założę się, że większość jadących wraz z głównym organizatorem przez długie
lata olewała takie tabliczki, a teraz chciałaby je powywieszać do
bezwzglednego stosowania.

Tak sformułowany regulamin jest mocno dyskusyjny.
Bo np. punkt 3 mówi:
Uczestnictwo w imprezie możliwe jest w dwóch formach:

- jako pasażer pociągu, który wykonuje zdjęcia lub wideo podczas
fotostopow;


    A jeżeli jadę i nie wykonuję zdjęć to według tego regulaminu przestaję
być uczestnikiem imprezy, a więc
za wszarz i na tory !

Nigdzie w Regulaminie nie jest napisane ( bo i zgodnie z prawem:
[ fragment listu Remika ]
Powyzsze sprawy uregulowane sa w "Zarzadzeniu nr 204 Ministra Transportu
i Gospodarki Morskiej z dnia 7 czerwca 1990 r. w sprawie szczegolowych
zasad i trybu udzielania zezwolen na fotografowanie oraz wstep i
przebywanie na terenie obiektow w resorcie transportu i gospodarki
morskiej", (Dz. Urz. MTiGM nr 6 poz. 29) oraz w pismie Biura SPraw
Obronnych DG PKP Nr KSO3/33/304/90 z dnia 11.10.1990 skierowanym do
Komendy Glownej Sluzby Ochrony Kolei DG PKP.
nie może być zapisane, gdyż nie ma to żadnej mocy sprawczej na zewnątrz ),
gdyż jest to tylko regulamin wewnętrzny _dla _UCZESTNIKÓW_ imprezy:

"Zabrania się patrzeć na pociąg, robić rysunki ( można by sobie wyobrazić
kogoś kto szybko szkicuje na fotostopach, a potem np maluje obraz i
sprzedaje go za ciężką kasę ) i zdjęcia dowolną techniką i z dowolnego
miejsca ( np ktoś leci specjalnie wynajętą awionetką i filmuje przejazd ).
W przypadku niedotrzymywania tego punktu organizator występuje do robiącego
zdjęcia o opłatę, a w przypadku odmowy uczestnicy pociągu linczują intruza".

Czy taki zapis nie byłby "z Księżyca" ?
Pomijając jego niezgodną z prawem notację.

Pozdrawiam
Krzysztof

----------------------------------------------------------------------------

Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę !
Stanisław I. Witkiewicz

----------------------------------------------------------------------------

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: Tragiczny wypadek, Wiesiółka k. Łaz
Trzy nastolatki zginęły pod kołami pociągu

Wczoraj wieczorem cztery nastolatki wpadły pod koła pociągu pospiesznego.
Jedna z nich przeżyła. Tragedia wydarzyła się w niewielkiej miejscowości
Wiesiółka k. Łaz.

Wczoraj wieczorem cztery nastolatki wpadły pod koła pociągu pospiesznego.
Jedna z nich przeżyła. Tragedia wydarzyła się w niewielkiej miejscowości
Wiesiółka k. Łaz.
Rozpędzony do 118 km/h pociąg pospieszny "Soła" z Żywca do Łodzi Fabrycznej
zjechał na mały przystanek kolejowy Wiesiółka. Wjeżdżając na tę stację,
pociąg wyłania się zza zakrętu, zauważa się go dość późno. - To, że akurat
była mała stacja, nie miało żadnego znaczenia. Pociąg pospieszny tutaj nie
zwalnia - mówili nam pracownicy Służby Ochrony Kolei.
- Dziewczyny z pobliskiej miejscowości Wysoka odprowadzały koleżanki na
stację kolejową. Miały jechać w stronę Zawiercia - mówi podkomisarz Dariusz
Samsonowski z zawierciańskiej policji.

Nie słyszały?

Zdaniem nadkomisarza Janusza Skupińskiego, komendanta komisariatu policji w
Łazach, dziewczyny nie zareagowały na sygnał dźwiękowy, który przed wjazdem
na stację uruchamia maszynista.

Skupiński mówi, że od trzech lat, odkąd pracuje w Łazach, nie było tutaj
takiego wypadku. Z jego relacji wynika, że cztery dziewczyny, które przyszły
na przystanek nie zachowały należytej ostrożności. - Prawdopodobnie dwie
stały na torach, dwie na peronie - mówi Skupiński.

Natomiast podkomisarz Samsonowski mówi, że policja ma świadka, który
widział, jak dziewczyny stały na krawędzi peronu. A nie na torach. Jak było
naprawdę, wyjaśni dochodzenie.

- Nie miały żadnych szans na przeżycie. Jeśli dostały się pod koła
elektrowozu, to koła tną wszystko - tłumaczył jeden z sokistów.

Podobno dwie, które stały na torach, wpadły pod pociąg od razu, następne pod
pociąg ściągnął podmuch. Szczątki ciał trzech dziewcząt zostały rozrzucone
wzdłuż torów na długości kilkuset metrów. Pociąg zatrzymał się bowiem
dopiero po kilometrze. Nic dziwnego - jak tłumaczyli obecni na miejscu
kolejarze z Łaz, taka jest normalna droga hamowania pociągu, który mknie z
prędkością 120 kilometrów na godzinę. Ten pociąg ma w tym miejscu zawsze
taką prędkość.
Do tragedii doszło ok. godz. 19.20-19.30. Dopiero o 22, po przesłuchaniu i
zbadaniu maszynisty, prokurator zezwolił, by pociąg odjechał. Badania
alkomatem wykazały że maszynista był trzeźwy.

Porażająca cisza

Wśród czwórki nastolatek były dwie siostry z Wysokiej - miały 14 i 16 lat.
Obie zginęły. Dziewczynki z Kromołowa to 15- i 17-latka.

Wśród kilkudziesięciu osób, które nocą zgromadziły się na przystanku, było
kilka koleżanek z osiedla PGR-Wsie z Wysokiej, gdzie mieszkały dwie siostry.
W ciszy przyglądały się, jak policja, prokurator i sokiści zbierają szczątki
dziewcząt. Nie chciały o nich mówić, wspomniały tylko, że dwa lata temu
dwuipółletni brat dziewczynek utopił się w studzience kanalizacyjnej.

- Stałem przy sklepie, jak dziewczyny szły odprowadzić koleżanki na peron.
Potem zobaczyłem już tylko samochód na sygnale... - nie mógł uwierzyć w
tragedię jeden z mieszkańców Wiesiółki.

O godz. 23, gdy malutki przystanek - między Chruszczobrodem a Łazami -
rozświetlały tylko lampy przy peronie, w pobliże torów podjechał stary
czarny volkswagen, ze stylizowanym białym napisem "Bratek". Wszystko działo
się w porażającej ciszy.

Mieszkańcy Wiesiółki byli przerażeni. - Dowiedziałam się, jak stanęły
wszystkie pociągi, słyszałam też karetkę, ale nie poszłam tego oglądać -
mówi kobieta z ulicy Henryka Pobożnego.

Wstrząśnięty jest także sołtys Wiesiółki. - Powiadomił mnie o tej tragedii
mój brat, który akurat wracał z pracy - mówi Edward Zadworny, który od 30
lat jest maszynistą w ruchu osobowym. - To straszne nieszczęście. Taki
ekspres jedzie przecież z zawrotną prędkością - mówi sołtys.
Czwarta z dziewczynek znalazła się w zawierciańskim Szpitalu Powiatowym. -
Jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo - powiedział nam tuż przed północą
Józef Kocoń, lekarz dyżurny z oddziału chirurgii urazowo-ortopedycznej.

Piotr Purzyński, kapi
29-06-2001 00:16

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: Przejażdżka po śmierć


pod kołami pociągu na Stogach.


Uuuu, to w Gdańsku już pociągi towarowe jeżdżą po torach tramwajowych?!


Jak mówią nauczyciele z gimnazjum nr 6, do którego chodził Bartek, dzieci na
Stogach i Przeróbce często korzystają z pociągów towarowych jako bezpłatnego
środka komunikacji. Ułatwia to gęsta sieć torów.


Pociągiem towarowym po gęstej sieci torów z Przeróbki na Stogi...
Rany, te pismaki niech sobie plan miasta wezmą :)


Niebezpieczne zabawy na torach kolejowych na Przeróbce i Stogach to
codzienność. - Znamy nawet sytuacje, gdy młodzież wypełnia sobie czas,
skacząc na jadące wagony z mostów - mówi Dorota Kalinowska-Iwaniec,


Brawa dla Pani pedagog :)
Pomijając nieszczęsne Stogi bez torów kolejowych, to z mostu może
skoczyć na barkę płynaca rzeką :)
Z wiaduktu to może skoczyć, ale są tylko dwa - oba pod nosem dyżurnego
ruchu. I raczej odbywa się pod nimi jazda manewrowa więc młodzież byłaby
szybko namierzona (nie mówiąc że często tam jeździ straż portowa i policja).


To nie wszystko: w tym rejonie nie ma bogaczy. W przeważającej większości lu
dzie utrzymują się z niskich pensji, zasiłków albo tego, co zbiorą na ulicy.


Ale fajne stwierdzenie. Niskie pensje ma większość Polaków :)
Ehhhh, dziennikarzyna znów pewnie wyłączył słuch. I tak się rodzą mity o
Przeróbce :)


Młodzi chłopcy znajdują różne formy zarobkowania - zdarzają się przypadki
wykradania z wagonów węgla i towarów, które można sprzedać.


Tu się zgodzę... Tego czego nie ukradną na Śląsku, ma sporą szansę na
ukradzenie na trasie od Pruszcza do Portu :)
Jest kilka grup specjalizujących się w kradzieżach, ale rozbicie ich
jest zbyt trudne...
Nie znam chłopaka który zginął, ale jest duża szansa że albo chciał
dostać się na wagon w celu kradzieży, albo uczył się jak to robić.
Wersja przedstawiona przez nauczycieli i Panią pedagog jest chyba
najmniej prawdopodobną.

  Nauczyciele


twierdzą, że w okolicach torów niezbędne jest zwiększenie liczby patroli
Służby Ochrony Kolei i policji.


ROTFL1. Co idę na spacer z dzieckiem to trafiam na sokistę co się mnie
czepia, a nie widzi ludzi zbierających węgiel z usypów...
ROTFL2. Nauczyciele w tej szkole powinni też choć trochę wychowywać
dzieciaki, ale to liceum jest oczkiem w głowie dyrektora, a nie
gimnazjum, które ma jedną z najgorszych opinii w Gdańsku...


- Oczywiście natychmiast zareagowaliśmy. Od piątku jest tam niemal dwa razy
więcej naszych ludzi - zapewnia podinspektor Mirosław Klucznik.


ROTFL^2 Gadka szmatka...


/sp45/ To ostatnie zdanie jest dobijające...


Wiesz SOKu kręci się tutaj sporo, tylko efektywność ich pracy jest zerowa...

Szkoda mi chłopaka, ale gdyby było więcej ofiar wśród węglo- i
ropo-kradów to kradzieże by się trochę uspokoiły...

Pozdrawiam
PLASER
www.drezyny.pl

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: jak wam sie podoba projekt nowego pomnika :)
Witam,


Chrystus gej i prostytutka


No, uprzedziles mnie Macku o parenascie minut.
Wpisuje sie wiec pod Twoj post -:)

Pomnik geja? [GW]
------------------

Witam,

Jak do tej pory to mialem wrazenie, ze pomniki stawia sie ludziom wybitnym i
tym, ktorzy przyczynilisie do rozwoju ludzikow na naszej kulce zagubionej w
bezmiarze wszechswiata.
No oczywiscie pomijam takich popaprancow jak Stalin, Causescu czy tym
podobni.
Ale na ten przyklad krol co przeniosl stolice w sluszne miejsce i wyrwal ja
z objec zacofania, czy chocby szwec, co sie przeflancowal sie z poznanskiego
do stolicy i... zreszta kto nie wie niech sobie poczyta:
http://www.mechanik.edu.pl/patron.htm, i.t.d. i.t.p. -:)

Tymczasem, czytam dzis w GW jak nizej:
http://tinyurl.com/3xga6

<cytat
Pomnik bezdomnych i gejów pod Palacem Kultury?

Pomnik ludzi odrzuconych przez spoleczenstwo chce zbudowac pod Palacem
Kultury krakowska fundacja "Akcja - zobaczyc czlowieka". Ma przedstawiac
bezdomnego, geja i prostytuke.

Nad tymi trzema postaciami ma górowac Chrystusa zrywajacy lancuch.
Pomyslodowca chce, by byl ogrzewany woda dostarczana bezplatnie przez SPEC.
Do konca czerwca bezdomni artysci maja nadsylac swoje projekty, potem
komisja chce wybrac najlepszy.

Marek Bogdanowicz z krakowskiej fundacji chce, zeby pomnik stanal obok
Palacu Kultury i Nauki. Pomyslodawcy upatrzyli sobie miejsce - skwer w
poblizu dzialajacego zima lodowiska. Dlaczego Palac? - To dobre miejsce.
Blisko Dworca Centralnego, z którego policja i sokisci przepedzaja
bezdomnych. Mogliby sie schronic pod pomnikiem i ogrzac od Chrystusa -
wyjasnia Marek Bogdanowicz.

Liczy, ze pomysl poprze prezydent Warszawy Lech Kaczynski. Nie liczy na
pieniadze, ale jedynie zgode na wydzierzawienie skweru. Jak twierdzi
Bogdanowicz, fundusze na pomnik zbierze sama fundacja. Zapewnia, ze ma juz
nawet sponsora ze Stanów Zjednoczonych. Koszt budowy to 140 tys. zl.
Dlaczego za tyle pieniedzy fundacja chce stawiac pomnik, zamiast kupic np.
jedzenie? - Jedzenie to nie wszystko. Nam chodzi o to, zeby zwrócic uwage
mieszkanców na to, jak sa traktowani ludzie wykluczeni ze spoleczenstwa. Jak
szczury. Jezeli grzebie sie bezdomnego, to w dole z tabliczka "nieznany".
Taki pomnik bylby szacunkiem zlozonym ludziom odrzuconym - tlumaczy Marek
Bogdanowicz.

Co na to miasto? - Zartuje pan! Jak to Chrystus, gej i prostytutka? Nie ma
mowy! To przekracza granice rozsadku - denerwuej sie prezydent Lecha
Kaczynski. - Moga sobie pisac prosby o poparcie, ale niech nie licza, zebym
sie zgadzal na takie pomysly. Znam wiele ludzi o okreslonej orientacji,
które z powodzeniem stac na to, zeby taki pomnik postawic u siebie. Dla mnie
ta sprawa juz jest zakonczona.

</cytat

...i zastanawiam sie czy to jakas krakowska prowokacja? Czy to moze jest w
ogole jakas prowokacja, czy ciezki zart rodem z Krakowa? A moze to jakis
glupi pomysl na kolejna zadyme majaca sciemniac istotne sprawy?

Pomnik geja, prostytutki i bezdomnego.
A to ci checa -:))

Ejze, ejze, ejze!
A moze tak chlopcy z krakowskiej Fundacji czasneli by sobie czy takie
pomniki u siebie na polu?
Jeden kolo Adasia przy sukiennicach, drugi przy Smoku wawelskim (moze tam
prostytutki, bo smoki zzeraly jedynie dziewice, wiec mialby szanse troche
postac) a bezdomnego to moze przed hotelem Francuskim?
No dobra, moze jeszcze czwarty, cala trojke razem.
Najlepiej w jakims ogrodzie jordanowskim.

Bo jak w Warszawie chca postawic taki pomnik przed Palacem Mlodziezy (pewnie
Centusie stawiaja na edukacje seksualna przez skojarzenie: homoseksualizm,
prostytucja, bezdomnosc) to powinni zaczac przemawiac w ten sposob najpierw
do swoich dzieci i mlodziezy.

Na temat Chrystusa nie bede sie wypowiadal.
On z zalozenia kocha wszystkie okoliczne baranki.
Co prawda nie pamietam by biblia wspominala o zabawiajacych sie ze soba
chlopcach, ale juz grzeszna Magdalena jest tam ujeta.
Ale ja bym Go do tego nie mieszal.
Ma wiele innych spraw na glowie.

I jeszcze uderza znajomosc naszego miasta.
Jak zyje nie widzialem w poblizu Palacu Kultury i Nauki patrolu Sluzby
Ochrony Kolei.
Nawet patrolu Strazy Palacowej czy jak ona sie nazywa, tez nie widzialem.

Krotko mowiac, Centusie znow mieszaja kijem wode.
(Ma sie rozumiec nie wszyscy)

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: Rewizorzy w PKP i "sfałszowane" legitymacje
Mam pytanie dotyczące kontroli biletów i zatrzymywania dokumentów przez
rewizorów PKP. Sytuacja wyglądała następująco:
1 maja 2002r., jechałem pociągiem z Krakowa do Rzeszowa i zostałem
skontrolowany przez panią rewizor. W trakcie kontroli poddała ona w
wątpliwość autentyczność ostatniej pieczątki na okazanej przeze mnie
legitymacji (podczas wcześniejszej kontroli konduktor w tym pociągu nie
zgłosił zastrzeżeń do jej autentyczności). W rzeczywistości pieczątka była
oryginalna (z dziekanatu). Jedyny problem w tym, że nie jestem już
studentem. Jestem bezrobotny i przyznaję, że trochę kombinowałem, żeby
ułatwić sobie życie. Nie wiem co zaniepokoiło rewizorkę, bo nie podała
żadnych uzasadnień swoich podejrzeń. Spytała tylko o zmianę wydziału
(pieczątka pochodziła z tego samego wydziału) i stwierdziła, że pieczątka
jest sfałszowana. Zatrzymała legitymację i wypisała wezwanie do uiszczenia
należności za przejazd bez ważnego biletu. Odmówiła podania wyjaśnień swoich
podejrzeń i podstaw prawnych, które umożliwiają jej takie postępowanie. Po
jej stwierdzeniu, że swoimi pytaniami przeszkadzam jej w pracy,
zaproponowałem wyjaśnienie sprawy w obecności policji na dworcu w Rzeszowie,
na co wyraziła zgodę. Ufając w słowność urzędników państwowych PKP, nie
wiedząc z kim mam do czynienia, pozwoliłem odejść pani rewizor z moim
dokumentem. Zabrała również ze sobą mój bilet, nie wystawiwszy, jak się
potem okazało niezbędnego przy takiej procedurze, biletu zastępczego. Do
spotkania z policją na dworcu nie doszło. Na stacji w Rzeszowie dowiedziałem
się od pracowników PKP, że rewizor wysiadła na stacji w Dębicy, nie
informując mnie o zmianie swojej decyzji -uciekła z moją legitymacją i
biletem.
W czasie konsultacji u Starszego Kasjera, dyżurnego policjanta oraz
pracowników Służby Ochrony Kolei dowiedziałem się, że pani rewizor
bezprawnie zatrzymała moją legitymację, gdyż na mocy paragrafu 22 Taryfy
Osobowej i Bagażowej PKP o treści:

     "w razie uzasadnionego podejrzenia, że dokument podróżnego
poświadczający jego uprawnienia do bezpłatnych lub ulgowych przejazdów jest
podrobiony lub przerobiony - osoba upoważniona do kontroli dokumentów
przejazdowych zatrzymuje dokument za pokwitowaniem. Zatrzymany dokument jest
przesyłany drogą służbową do prokuratury lub policji z powiadomieniem
wystawcy"

 Nie mogła więc zabrać mi dokumentu bez wystawienia stosownych poświadczeń.
Policjant stwierdził, iż bez owego pokwitowania, zdarzenie to można
potraktować jako kradzież dokumentu.

Jak postąpić w takiej sytuacji? Zapłacić karę i czekać na dalszy rozwój
sytuacji? A może nie poddawać się tak łatwo? Czy mogą wszcząć wobec mnie
postępowanie skoro p. rewizor naruszyła przepisy -nie dopełniła swoich
obowiązków? Jakie mam szanse na obronę? Jak to wygląda w świetle prawa?

Dzięki za wszelkie rady
Pozdrawiam
Wojtek

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: Pracodawcy zaskarżyli emerytury górnicze do TK
Rozdział 1
Emerytura policyjna

Art. 12.
Emerytura policyjna przysługuje funkcjonariuszowi zwolnionemu ze służby,
który w dniu zwolnienia posiada 15 lat służby w Policji, Urzędzie Ochrony
Państwa,
Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej lub w Służbie Więziennej.

Art. 13.
1. Jako równorzędne ze służbą w Policji, Urzędzie Ochrony Państwa, Straży
Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej i w Służbie Więziennej traktuje
się:
1) okresy służby w charakterze funkcjonariusza Policji państwowej, organów
bezpieczeństwa państwa, porządku i bezpieczeństwa publicznego, z
wyjątkiem służby określonej w ust. 2,
2) służbę wojskową uwzględnianą przy ustalaniu prawa do emerytury wojskowej,
3) okresy służby w charakterze funkcjonariusza Służby Ochrony Kolei, jeżeli
funkcjonariusz przeszedł bezpośrednio do służby w Milicji Obywatelskiej
lub w Służbie Więziennej w terminie do dnia 1 kwietnia 1955 r.,
4) okresy zatrudnienia lub służby w zawodowych jednostkach ochrony
przeciwpożarowej i nauki w szkołach pożarniczych, w charakterze członka
Korpusu Technicznego Pożarnictwa, a także funkcjonariusza pożarnictwa
w terminie do dnia 31 stycznia 1992 r.
2. Przepisu ust. 1 nie stosuje się do służby w latach 1944-1956 w charakterze
funkcjonariusza organów bezpieczeństwa państwa, porządku i bezpieczeństwa
publicznego, jeżeli przy wykonywaniu czynności służbowych funkcjonariusz
popełnił przestępstwo przeciwko wymiarowi sprawiedliwości lub
naruszające dobra osobiste obywatela i za to został zwolniony dyscyplinarnie,
umorzono wobec niego postępowanie karne ze względu na znikomy
lub nieznaczny stopień społecznego niebezpieczeństwa czynu lub został
skazany z winy umyślnej prawomocnym wyrokiem sądu.

Art. 14.
1. Emerytowi, który po zwolnieniu ze służby pracował w wymiarze czasu pracy
nie niższym niż połowa pełnego wymiaru czasu pracy, dolicza się, na
jego wniosek, okres tego zatrudnienia do wysługi emerytalnej, jeżeli:
1) emerytura wynosi mniej niż 75% podstawy jej wymiaru,
2) ma co najmniej 20 lat służby oraz
3) ukończył 55 lat życia - mężczyzna i 50 lat życia - kobieta albo stał się
inwalidą.
2. Warunek określony w ust. 1 pkt 2 nie dotyczy emeryta, którego inwalidztwo
pozostaje w związku ze służbą.
3. Jeżeli emeryt pracował w niepełnym wymiarze czasu pracy, okresy tego
zatrudnienia
dolicza się do wysługi emerytalnej po odpowiednim ich przeliczeniu
na okres zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy.
4. Za każdy rok okresu zatrudnienia zaliczonego do wysługi emerytalnej w
myśl ust. 1 i 2 emeryturę zwiększa się o 1,3% podstawy jej wymiaru.

Art. 15.
1. Emerytura wynosi 40% podstawy jej wymiaru za 15 lat służby i wzrasta o:
1) 2,6% podstawy wymiaru - za każdy dalszy rok tej służby oraz nie więcej
niż za trzy lata okresów składkowych poprzedzających służbę,
2) 1,3% podstawy wymiaru - za każdy rok okresów składkowych ponad
trzyletni okres składkowy, o którym mowa w pkt 1,
3) 0,7% podstawy wymiaru - za każdy rok okresów nieskładkowych
poprzedzających
służbę.
2. Emeryturę podwyższa się o:
1) 2% podstawy wymiaru za każdy rok służby pełnionej bezpośrednio w
charakterze nurków i płetwonurków oraz w zwalczaniu fizycznym terroryzmu,
2) 1% podstawy wymiaru za każdy rok służby pełnionej bezpośrednio:
a) w składzie personelu latającego na samolotach i śmigłowcach,
b) w składzie załóg nawodnych jednostek pływających,
c) w charakterze skoczków spadochronowych i saperów,
d) w służbie wywiadowczej za granicą,
3) 0,5% podstawy za każdy rok służby pełnionej w warunkach szczególnie
zagrażających życiu i zdrowiu.
3. Emeryturę podwyższa się o 0,5% podstawy wymiaru za każdy rozpoczęty
miesiąc pełnienia służby na froncie w czasie wojny oraz w strefie działań
wojennych.
4. Emeryturę podwyższa się o 15% podstawy wymiaru emerytowi, którego
inwalidztwo pozostaje w związku ze służbą.
5. Przy ustalaniu prawa do emerytury i obliczaniu jej wysokości okresy, o
których mowa w ust. 1 i 2, ustala się z uwzględnieniem pełnych miesięcy.
6. Rada Ministrów określi, w drodze rozporządzenia, szczegółowe warunki
podwyższania emerytury, o których mowa w ust. 2 i 3.

Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Temat: Lekarze to złodzieje
A teraz znowu brednie
zmija8 napisała:

> Gość portalu: panna_marianna napisał(a):
> > oczywiście jak na żmije zioniesz jadem
>
> Do jadu mi daleko, na razię tylko ssssyczę.
> Zauważ też że żmija nie zionie. Syczy i raczej zchodzi z drogi a gdy juz
musi
> to gryzie.
>
> > to ze skonczyło sie medycyne czy zawody pokrewne wcale nie daje nikomu
> > uprawnienia byśmy pracowali jak woły ZA DARMO!
>
> Medycyna to służba, a zatem kierując się na nia należy liczyć się także z
pracą
>
> bez pieniędzy. Czy lekarz od leżącego bez przytomności ma prawo domagać się
> opłaty ( w jakiejkolwiek formie ) czy raczej powinien i ma obowiązek
udzielić
> pomocy bez względu na ewentualną zapłatę ???
>
> Jeśli wyjaśniliśmy już kwestię czy i kiedy ZA DARMO, to teraz za ile i kiedy
> jeśli nie ZA DARMO. Moim zdaniem CO ŁASKA i w miare możliwości.
> Widzisz inną możliwość ? Czy może uzależnić udzielenie pomocy od stanu
> portfela ? Oczywiście mam na myśli pomoc podsatwową. Jeśli z powodu braku
> środków nie użyje sie sprzętu medycznego, to trudno winić lekarza o nie
> udzielenie pomocy. Oczywiście lekarz wtedy używa tylko takich środków jakie
ma
> i są opłacone.
> Można więc założyć że :
> - badanie subiektywne bez użycia sprzętu w dowolnym obiekcie,
> - porada lekarska,
> - życzliwość,
> to są własnie cechy zajęć z zakresu służba. A więc ksiądz, lekarz czy
policjant

kiedy wreszcie skończą się te brednie pseudosocjalistów ( bo taki socjalista
przeważnie mówi , że inny ma pracować za darmo , a on nie ! patrz SLD )
Ja nie chcę dostawać od lekarza "co łaska" za "co łaska". Chcę dostać
konkretną pomoc za konkretne pieniądze. Chcę wiedzieć ile mi się należy na
moją składkę zdrowotną. Bo jak słyszę , że wszystko to wiem , że praktycznie
nie należy mi się nic.

Już widzę jak to zaczepiam lekarza w dowolnym "obiekcie" ( jak to miło ujęła
Żmijka ) i pytam się doktora "co mi jest". Co słyszę? "Szanowny pacjencie na
podstawie obserwacji pobieżnej - niewiem" . I mogę mu nawtykać o etyce i
powołaniu. Debilizm skończony koleżanko Żmijko.

I skończmy wreszcie z tymi służbami ! Służby Ochrony Kolei (SOK) - pracują za
co łaska, Służba Drogowa - pracuje za co łaska, Służba Zdrowia - leczy za co
łaska, Służby Ochrony - chronią stadiony za co łaska, Służby Prasowe - piszą w
gazetach za co łaska...

Chcę wiedzieć dokładnie co mi się należy za 11% składki ZUS. Przeglądaj więcej wypowiedzi z wątku



Strona 3 z 4 • Znaleźliśmy 181 rezultatów • 1, 2, 3, 4
Copyright (c) 2009 Moonshine | Powered by Wordpress. Fresh News Theme by WooThemes - Premium Wordpress Themes.